Polska - Niemcy - Austria - Szwajcaria
poniedziałek, 27.02.17
Kanał Youtube: JobProfiTV
Ciekawe? Podziel się!!!

Jestem gotowy! Mentalnie też

O autorze

Krzysztof Świerc

Krzysztof Świerc

Fachem dziennikarskim zajmuję się ponad dwie dekady, smakując tego zawodu w różnych mediach. Przygodę z tym zawodem rozpoczynałem w redakcji sportowej polskiego Radia Opole, z którą współpracowałem ponad 10 lat, podobnie jak z Trybuną Opolską, Gazetą Opolską, Nową Trybuną Opolską, czy Panoramą Opolską, współtworząc w tym czasie pierwszy w historii Opola tygodnik ogólnosportowy „Fan Sport”. Pracowałem również w ogólnopolskich tygodników piłkarskich - 'Tygodnik Kibica”, którego dziennikarzem, i sekretarzem redakcji byłem osiem lat, a następnie w „tygodniku „Tylko Piłka”. Od kwietnia 2003 roku jestem dziennikarzem Wochenblatt.pl (wcześniej Schlesisches Wochenblatt), w którym pełnię funkcję kierownika działu sportowego, gospodarki i polityki. W międzyczasie pracowałem dladziennika "Polska Gazeta Opolska" wydawany przez PolskaTimes, a będąc dziennikarzem „Tygodnika Kibica” służyłem również pomocą i dzieląc się wiedzą w zakresie futbolu, głównie niemieckiego dla TVP, redakcji sportowej (Dariusz Szpakowski), Canal+ , sportu katowickiego oraz szeregu innych mediów.

Z dr. Norbertem Honką, adiunktem w Katedrze Studiów Regionalnych Instytutu Politologii Uniwersytetu Opolskiego, pierwszym w historii kandydatem mniejszości niemieckiej w Polsce na prezydenta miasta Opola, rozmawia Krzysztof Świerc

– Jaka Pana zdaniem jest sytuacja na rynku pracy województwa opolskiego i miasta Opola?

– Szczerze mówiąc, bez rewelacji. Przez ostatnią dekadę sytuacja na rynku pracy w regionie opolskim pozostaje w zasadzie bez zmian. Obserwujemy nieustanną emigrację zarobkową na zachód Europy lub do ościennych regionów, bo w województwie opolskim nie ma zbyt wielu możliwości znalezienia dobrze płatnej pracy, bo jak już jakieś zakłady oferują zatrudnienie, to niestety za bardzo niskie wynagrodzenie. Jeżeli porównamy średnie zarobki w województwie opolskim do tych w dolnośląskim czy śląskim, to ta różnica jest bardzo duża – sięgająca nawet 800 złotych. To przepaść i stąd nie dziwi fakt, że ludzie poszukują zatrudnienia daleko poza swoim miejscem zamieszkania, a przez to depopulacja regionu wciąż trwa!

 

– Nawet ostatnie inwestycje, jakie się pojawiły w Opolu, nie zmieniają Pana zdaniem obrazu i sytuacji na rynku zatrudnienia?

– Może w małym stopniu tak, ale na pewno nie w radykalny sposób, a tego potrzebujemy! To, co obecnie dzieje się na rynku opolskim w kwestii nowych inwestycji, postrzegam jedynie jako pierwsze jaskółki, ale one jeszcze ekonomiczno-gospodarczej wiosny nie czynią! Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w strefie przy obwodnicy północnej Opola, która tak długo była pusta, nagle zaczęły się pojawiać inwestycje. A swoją drogą dlaczego się pojawiły? Za pasem mamy wybory samorządowe, a więc władza miasta musiała się wreszcie czymś pochwalić.

 

– Wie Pan, jakiej wielkości firmy pojawiają się w strefie przemysłowej przy obwodnicy Opola?

– Są tam przede wszystkim małe i średnie zakłady pracy i szczerze mówiąc, na początek dobre i to. Jednak żeby zmienić oblicze rynku pracy województwa opolskiego i w samym Opolu, potrzeba szerszego patrzenia i zdobycia dwóch, trzech dużych przedsiębiorstw, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że przy jakimś poważniejszym kryzysie gospodarczym niebezpieczeństwo zwolnień w dużych koncernach jest o wiele większe niż w małych zakładach. Mimo to uważam, że region opolski i jego stolica, żeby mogły zdecydowanie i szybko poprawić swoją sytuację gospodarczą i odwrócić negatywne statystyki dotyczące bezrobocia, takich potężnych, znaczących inwestorów po prostu potrzebuje.

 

– Ale wspomnianego inwestora strategicznego, który miałby pociągnąć cały region opolski, na horyzoncie nie widać i nie sądzę, że szybko się pojawi.

– Nie widać, to fakt, choć było już naprawdę bardzo blisko, by tak się stało – by w województwie opolskim swoją fabrykę otworzył Mercedes. Praktycznie zabrakło jednego podpisu! Ostatecznie jednak przegraliśmy ostatni etap wyścigu o pozyskanie tego koncernu. I nie dlatego, że zawalił cokolwiek samorząd województwa czy mniejszość niemiecka, która zresztą doprowadziła cały proces do ostatniego etapu negocjacji. Zabrakło po prostu dobrej woli ze strony ministerstwa i rządu RP. Przecież tak potężny inwestor jak Mercedes patrzył również na to, czy przedsięwzięcie, którego chce się podjąć, ma również poparcie rządowe.

 

– I Mercedes odjechał na Węgry. To znaczy, że miał poparcie rządu tego państwa?

– Owszem, bo na czele delegacji węgierskiej, która o niego zabiegała, stanął nie kto inny jak premier Viktor Orban, który zjawił się na ostatnim etapie negocjacji. Efektem jego przybycia jest to, że nie zdobyliśmy upragnionego podpisu, nie mamy inwestora i na początek około 3000 miejsc pracy!

 

– Mimo to nie brakuje głosów, że za brak dużych inwestycji w województwie opolskim, zwłaszcza niemieckich, odpowiada mniejszość niemiecka. Zgadza się Pan za takimi oskarżeniami?

– Tak i nie. Twierdzę tak dlatego, że mam tu na myśli również poprzednie władze mniejszości niemieckiej, które powinny uderzyć się w piersi i przyznać, że nie zrobiły wszystkiego, co było w ich mocy i nie czyniły w tej kwestii tylu starań co obecne władze mniejszości. W efekcie wiele wiosek na Opolszczyźnie wyludniło się, bo ludzie musieli pojechać za pracą, a w domach pozostało najstarsze pokolenie i najmłodsze. To smutne, że to średnie pokolenie, najbardziej obecnie potrzebne do pracy i bogacenia się regionu, wyjechało i w większości raczej już tutaj nie wróci, chyba że na emeryturę.

– A ja sądzę, że za brak niemieckich inwestycji w województwie opolskim w większości winę ponoszą ówczesne władze województwa opolskiego. To przecież one nie stworzyły odpowiedniego klimatu i nie przygotowały konkretnych narzędzi prawnych, czym mogłyby pomóc mniejszości niemieckiej w staraniach o przedsiębiorców znad Renu.

– Zgadza się, a na potwierdzenie tych słów podam dwa przykłady, które stworzyły wręcz negatywny obraz regionu opolskiego, jako tego, który jest niechętny niemieckim inwestycjom. Pierwszy przykład – telefonizacja kraju. Otóż byliśmy jedynym województwem w Polsce, którego nie telefonizował niemiecki koncern Siemens, lecz koreański Samsung! Drugi namacalny przykład to inwestycja niemieckiego przedsiębiorstwa, które wytwarza komponenty na potrzeby koncernu Bosch. Jego właściciel, urodzony zresztą w Koźlu, złożył dwa wnioski o wybudowanie swoich fabryk – jeden w Polsce, a drugi w Czechach. Wniosek w Czechach szybko doczekał się realizacji, a tamtejsza fabryka ruszyła pełną parą. W tym samym czasie w Polsce jeszcze nie podjęto ostatecznej decyzji zezwalającej na postawienie zakładu, ba... nagle stwierdzono, że niemiecki inwestor musi zapłacić za likwidację samosiejek. Mimo to i dzięki olbrzymiemu uporowi właściciela tego przedsiębiorstwa upragniona fabryka w końcu powstała u nas. Możemy to jednak zawdzięczać wyłącznie uporowi inwestora, który w pewnym momencie stwierdził, że pochodzi stąd i coś dla tej okolicy chce dobrego uczynić. Kosztowało go to jednak wiele nerwów i lat starań, co było ewidentną „zasługą” ówczesnych władz województwa opolskiego.

 

– Ciekaw jestem, co Pan sądzi o obecnych inwestycjach niemieckich w Opolu i regionie. Bez wątpienia nie są one tak spektakularne, jak niektórym się marzyło, jak choćby wspomniany Mercedes czy Volkswagen.

– To fakt, o potężne niemieckie koncerny u nas bardzo trudno, ale za to na rynek województwa opolskiego i samego Opola wchodzi sporo prężnych małych i średnich niemieckich przedsiębiorstw, które dobrze tutaj funkcjonują i co bardzo ważne – dają pracę i płacę. Być może nie są to jeszcze takie zarobki jak w Niemczech, ale w tej kwestii jest coraz lepiej. Pozytywem jest także to, że firmy te chcą się tutaj utrzymać i zatrzymać u siebie najlepszych fachowców. A to oznacza, że nie mają innego wyjścia, jak konsekwentnie podnosić pensje. Z tego też powodu pod względem ilości niemieckich inwestycji w regionie opolskim, wysokości płac i perspektyw na przyszłość nie jest najgorzej.

 

– Co by Pan uczynił w kwestii sprowadzania do Opola niemieckich firm, gdyby został prezydentem miasta?

– Starałbym się wykorzystać wszystkie możliwości, łącznie z tym, że osobiście zabiegałbym u inwestorów niemieckich, by nie pomijali w swoich planach województwa opolskiego i Opola. Wziąłbym też pod uwagę setki osobistych kontaktów biznesowych i gospodarczych, jakie mają działacze mniejszości niemieckiej, które na pewno odgrywałyby w tej materii bardzo istotną rolę, podobnie jak wykorzystanie też tych inwestorów niemieckich, którzy już u nas osiedli i funkcjonują. Oni bowiem doskonale znają już nasz rynek i mogą nam wystawić odpowiednio pozytywne świadectwo, a jednocześnie służyć jako żywa reklama województwa opolskiego. Zresztą tak samo jak darmową superreklamą dla miasta Opola i regionu jest Miroslav Klose.

 

– Moim zdaniem niemieccy inwestorzy coraz mniej chętnie spoglądają na Opole i cały region. Przez wiele lat bowiem skutecznie ich stąd przeganiano i zniechęcano, przez co „lądowali” i nadal „lądują” w ościennych regionach. Na dobre się zresztą do tego przyzwyczaili i przekonywanie ich teraz na nowo, by przyszli na Opolszczyznę, może się okazać zadaniem wręcz niewykonalnym! Jest Pan na takie wyzwanie gotowy?

– Nie wątpię, że będzie to ciężkie zadanie, ale zapewniam – jestem na nie gotowy, także mentalnie! Zdaję sobie przy tym sprawę z tego, że inwestycje niemieckie omijały i niestety nadal omijają Opole tak szerokim łukiem, jak biegnie autostrada. To też jest jedna z przyczyn tego, że inwestorzy nie dostrzegają Opolszczyzny, a my jako miasto bardzo dużo na tym tracimy. Trudno jednak się dziwić, skoro z węzła Bielany wrocławskie do węzła Prądy jedzie się około 33 min z prędkością 130 km/h, a zatem niemal tyle samo ile z węzła Prądy do Opola, a przecież odległości są nieporównywalne.

– Na gwałt potrzebujemy dobrego skomunikowania Opola jakąś szybką drogą przynajmniej z jednym z węzłów autostradowych.

– Absolutnie! Tym bardziej że kilka węzłów znajduje się mniej więcej w tej samej odległości czasowej – myślę choćby o dwóch węzłach pod Strzelcami Opolskimi, a także o węźle w Olszowej, Dąbrówce, między Gogolinem a Krapkowicami czy we wspomnianych Prądach. Warto zatem, żeby chociaż jeden z tych węzłów był skomunikowany szybką drogą z Opolem, dla dobra biznesu, a więc dla nas wszystkich.

 

– Odnoszę wrażenie, że obecne władze prawie 122-tysięcznego Opola nie tyle nie chcą, co nie potrafią pozyskiwać niemieckich inwestorów, a przy tym boją się ryzykować, przez co mamy w tej kwestii zastój. Tymczasem w maleńkiej (9200 mieszkańców) Środzie Śląskiej tę wiedzę posiedli i nie boją się ryzykować. Efekt? Pozyskali największy chemiczny koncern świata – niemiecki BASF! Takie przykłady na Dolnym Śląsku można mnożyć.

– Bo kto nie ryzykuje i nie zbroi się w niezbędną wiedzę, ten nie odnosi sukcesów. Jak widać, władze Środy Śląskiej potrafią ryzykować i dzięki temu mają fantastycznego inwestora. Podobnie rzecz się ma z samym Wrocławiem dowodzonym przez prezydenta Rafała Dutkiewicza, który nie boi się niemieckich inwestycji, a wręcz przeciwnie – wie, jak po nie sięgać, i tak czyni i jest w tym niezwykle skuteczny. Zresztą o skuteczności władz całego Dolnego Śląska świadczy też dbałość o zabytki i tamtejszą niemiecką spuściznę kulturową. W tym celu włodarze tego regionu stworzyły także największy park kulturowy w Polsce, który odwołuje się do niemieckiej przeszłości, a mowa o Dolinie Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej, który znajduje się na terenie trzech gmin. To znakomity przykład dla innych regionów w kraju.

– Dla Opolszczyzny przede wszystkim.

– Jak najbardziej, bo przecież ogromnym atutem o wymiarze europejskim tego regionu jest także niemiecka spuścizna kulturowa. Poza tym – jak mówił słynny polski pisarz, scenarzysta i polityk Andrzej Szczypiorski – powinniśmy wykorzystać potencjał drzemiący w ludziach zamieszkujących województwo opolskie, którzy przybyli tu z kresów Rzeczypospolitej, łącząc go z potencjałem Ślązaków, którzy żyją tu od pokoleń. Zgadzam się z tym twierdzeniem i jestem przekonany, że mieszanka ta odniosłaby wielki sukces. Być może nawet większy od tego, jaki obserwujemy na Dolnym Śląsku, gdzie przecież rdzennych Ślązaków jest dużo mniej niż u nas.

– Doskonałym przykładem, że taka mieszanka może być bardzo owocna, jest niemiecki land Badenia-Wirtembergia, która stworzona została dopiero 25 kwietnia 1952 roku z trzech regionów – Badenii, Wirtembergii i Nadrenii-Palatynatu. Dodatkowo po wojnie osiadło tam wielu Niemców z terenów byłej NRD i jaki jest tego efekt dzisiaj? To najzamożniejszy wraz z Bawarią region w RFN, a przy tym najbardziej innowacyjny, to kraina m.in. Porsche, Mercedesa czy Boscha!

– To prawda, ale podobnie jest z Bawarią, która po II wojnie światowej też przyjęła wielu imigrantów, w tym tysiące ludzi ze Śląska. Dzisiaj są to dwa landy, które absolutnie dominują w Niemczech i – mówiąc potocznie – ciągną gospodarczo cały kraj, będąc jego lokomotywą gospodarczą, choć czasami się odgrażają, że połączą się w dążeniu do tego, by nie wspomagać więcej północnej, uboższej części kraju. Być może są to groźby na wyrost, ale jak do tych dwóch landów dołączy jeszcze Hesja, trzecia pod względem zamożności w RFN, to może być różnie, bo żądania tych regionów zyskają na wadze. A wszystkie te landy charakteryzuje mieszanka kulturowa, zamieszkują je potomkowie tysięcy ludzi przesiedlonych po II wojnie światowej ze wschodu. I między innymi na tej podstawie sądzę i wierzę, że w województwie opolskim mogłaby powstać taka właśnie kreatywna mieszanka. Należy tylko zadbać o to, by stworzyć do tego odpowiednie warunki i uwolnić drzemiący w naszej społeczności potencjał.

– Uważam, że będzie o to jednak trudno, bo w Opolu nadal nie dba się o niemiecką spuściznę kulturową. Przykładem jest to, o czym już nie raz Pan mówił – chęć wyburzenia przez władze miasta zabytkowych poniemieckich, reprezentacyjnych kamienic przy ulicy 1 Maja. A zatem jest to myślenie niemal całkowicie sprzeczne z tym, co obserwujemy we Wrocławiu.

– Niestety tak jest i nie trzeba nawet powoływać się na przykłady w Europie Zachodniej, że jest to błędne rozumowanie, wystarczy spojrzeć na Dolny Śląsk i na Dolinę Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej. Tam zrozumiano, że warto zadbać o niemiecka spuściznę kulturową, choćby w celach marketingowych – i dlatego dzisiejsze sukcesy Wrocławia i urzędu miasta, na czele którego stoi prezydent Rafał Dutkiewicz, to nie przypadek, lecz mądra, przemyślana i nowoczesna strategia oraz wynik doskonałego dowodzenia miastem przez właściwego człowieka na właściwym miejscu. W Opolu należy jak najszybciej przyjąć to samo myślenie i wzorzec, póki jeszcze nie jest za późno. Przecież do czego w przyszłości będą odwoływać się młodsze pokolenia opolan – do tych gomułkowskich bloków sterczących na rondzie w Opolu? Czy one mogą kiedykolwiek być symbolem Opola?

– Najwyraźniej są tacy, którzy wolą gomułkowskie buble budowlane niż poniemieckie perełki architektoniczne.

– Jeśli tak, to ze mną nie będzie im po drodze!

 

– Wracając do rynku pracy w Opolu i regionie opolskim – co Pan sądzi o agencjach pracy działających od lat w województwie? To szkodnicy drenujący nasz rynek z fachowców czy dobrodzieje, którzy sprawiają, że ludzie mają jakąś alternatywę zarobkowania i możliwość w miarę godnego życia. Ono co prawda wymaga pewnych wyrzeczeń, ale sprawia też, że nie popada się w beznadzieję, totalne ubóstwo i jest z czego utrzymać rodziny.

– Agencje pracy są jak najbardziej potrzebne, powiedziałbym, że w obecnej sytuacji są wręcz niezbędne, bo wypełniają lukę, którą powinny zajmować się urzędy pracy, ale tego nie czynią, bo jakimi ofertami zatrudnienia dysponują? Agencje pracy natomiast przynajmniej oferują zatrudnienie za w miarę godne wynagrodzenie, przynajmniej jak na polskie warunki. Marzy mi się jednak, by w przyszłości agencje pracy pod wpływem zmian, jakie muszą nastąpić na naszym krajowym i regionalnym rynku pracy, do nich się dostosowały i tu, na miejscu, wyszukiwały, oferowały i gwarantowały zatrudnienie za godziwą płacę tym, którzy nie chcą opuszczać swojego heimatu i rodzin. Jeśli taka oferta – obok tej gwarantującej pracę w Niemczech czy Holandii – znajdzie się w pakietach usług agencji pracy, to wówczas uznam te firmy za w 100 procentach pożyteczne. Wierzę bowiem, że ten rynek pracy w Opolu i regionie po najbliższych wyborach samorządowych wraz ze zmianą władzy zmieni się na lepsze i pojawi się u nas więcej inwestorów z Zachodu, w tym z Niemiec, a agencje pracy skupią się na szukaniu tu dla nich personelu.

POLEMIKI - KOMENTARZE - OPINIE

Stanisław Jałowiecki

CZEKANIE NA GODOTA

Dobra wiadomość jest  taka, że  N.Honka jest gotowy. Zła, że nie wiemy do czego.  Zła  tym bardziej, że Honka jest kandydatem na prezydenta Opola,  a kiepską sytuację gospodarczą Opolszczyzny, jak wynika z jego wynurzeń,  będzie się starał zmienić wykorzystując „wszelkie możliwości”. Jakie? O tym ani słowa.

Odłóżmy jednak na bok przytyki – idzie o rzecz znacznie poważniejszą, a mianowicie o  mit wielkiego  zagranicznego inwestora, najchętniej niemieckiego, który przyjdzie, włoży wielki kapitał i stworzy nowego przemysłowego giganta i wybawi nas od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,  z wszelkich kłopotów. I spokój – raz i na zawsze. Myśli tak nie tylko N. Honka. Myśli tak i redaktor Świerc,  który wywiad przeprowadził a także władze samorządowe i opinia publiczna. I tak już od wielu lat karmimy się tym mitem. I nie w tym rzecz, że złowienie takiego dobroczyńcy jest niemożliwe. Jest . Choć mnie osobiście odpowiada zupełnie inna koncept rozwoju regionu – bliższy idei „klein, aber fein”, ale o to, że w poszukiwaniu lokomotywy rozwoju zupełnie zaniechano wysiłków dla pozyskania małych przedsiębiorstw, tych kamyczków, które mogą stworzyć piękną opolską mozaikę. Poszukiwacze złota nie wyruszają do pracy z siatką, choć przecież marzą o wielkim samorodku.  Biorą miskę, by wypatrzeć najmniejsze nawet drobiny. A na pomoc przedstawicieli rządu, tej czy innej ekipy w tych zabiegach nie ma co liczyć. Po tym, jak się kilka razy sparzyli, jak ognia unikają kontaktów z przedsiębiorcami. To nie Ameryka, gdzie prezydent w każdą podróż zagraniczną zabiera tłum – nie reporterów, ale przedsiębiorców. Inaczej dostałby za swoje.

Stanisław Jałowiecki


dr Norbert Honka

Czytając komentarz, polemikę S. Jałowieckiego nasuwa mi się nieodparte wrażenie, że jest on bardzo wybiórczy i nie mający nic wspólnego z rzetelnością. W nauce i polityce teksty należy czytać ze zrozumieniem, a przecież szanowny adwersarz należy do obu kategorii. Zresztą na postawione przez siebie na początku pytanie odpowiedź daje w kolejnym zdaniu. Oczywistym jest, że jestem gotowy do przejęcia władzy w Opolu, ale też i jestem przygotowany na porażkę. Jestem również gotowy do zabiegania o rzetelnych i uczciwych inwestorów w Opolu. Wszystko to wynika z tekstu wywiadu. Kandyduję nie tylko na prezydenta Opola, ale również do sejmiku województwa opolskiego.

Przejdźmy jednak do tego co nazywa Pan mitem wielkiego inwestora. Chciałbym Panu przypomnieć, że ten mit jest w Polsce rzeczywistością. Skoro uważa Pan to za mit, to jak to jest, że wiele gmin zabiega, tocząc swoistą wojnę o inwestorów z półki dużych koncernów. Zgadzam się, że „Klein, aber fein” i o tym też jest w moim wywiadzie. Ten inwestor strategiczny jest naszemu województwu potrzebny jak rybie woda. Te małe i średnie przedsiębiorstwa już na terenie naszego województwa są, zwłaszcza, ze strefy niemieckojęzycznej. Nadszedł jednak czas na ściągnięcie do nas giganta, który znacznie zmieni oblicze rynku pracy w naszym województwie. Z takim gigantem kooperują przecież małe i średnie przedsiębiorstwa. W efekcie następuje wzrost konkurencji między małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Zdrowa konkurencja daje także efekt w postaci wyższych zarobków pracownikom i poczucie bezpieczeństwa. To umożliwia z kolei lepsze planowanie przyszłości, np. pozostanie w kraju, założenie rodziny i wychowywanie dzieci.

Skoro uważa Pan, że rząd sparzył się na kilku inwestorach i nie ma co na niego liczyć to dlaczego wsparł nie tak dawno samorządy w Wielkopolsce gdy starały się o inwestycje VW? Wiem, że bez tego wsparcia takie inwestycje są niemożliwe i dlatego też Mercedes odjechał na Węgry. Może nadszedł wreszcie czas żebyśmy w końcu zaczęli czerpać dobre wzorce z Ameryki i Europy, gdzie prezydentom i szefom rządów w podróżach zagranicznych towarzyszą eksperci i przedsiębiorcy? I jeszcze jedno. Pominął Pan milczeniem moje uwagi na temat braku klimatu dla inwestycji niemieckich jaki był dziełem władz województwa opolskiego w latach 90-tych ubiegłego wieku. To milczenie jest bardzo wymowne.

dr Norbert Honka




Ciekawe? Podziel się!!!
JOB-PROFI.pl Copyright ©2013 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Pliki cookies / prywatność

EU e-Privacy Directive

Na swoich stronach wykorzystujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij link poniżej.

Zobacz nasza politykę prywatności

Zablokowano ciasteczka. Niniejsza decyzja może być zmieniona.

Wyrażono zgodę na wykorzystywanie cookies. Decyzja może być zmieniona.