Polska - Niemcy - Austria - Szwajcaria
poniedziałek, 01.05.17
Kanał Youtube: JobProfiTV
Ciekawe? Podziel się!!!

Wydobyć potencjał

O autorze

Krzysztof Świerc

Krzysztof Świerc

Fachem dziennikarskim zajmuję się ponad dwie dekady, smakując tego zawodu w różnych mediach. Przygodę z tym zawodem rozpoczynałem w redakcji sportowej polskiego Radia Opole, z którą współpracowałem ponad 10 lat, podobnie jak z Trybuną Opolską, Gazetą Opolską, Nową Trybuną Opolską, czy Panoramą Opolską, współtworząc w tym czasie pierwszy w historii Opola tygodnik ogólnosportowy „Fan Sport”. Pracowałem również w ogólnopolskich tygodników piłkarskich - 'Tygodnik Kibica”, którego dziennikarzem, i sekretarzem redakcji byłem osiem lat, a następnie w „tygodniku „Tylko Piłka”. Od kwietnia 2003 roku jestem dziennikarzem Wochenblatt.pl (wcześniej Schlesisches Wochenblatt), w którym pełnię funkcję kierownika działu sportowego, gospodarki i polityki. W międzyczasie pracowałem dladziennika "Polska Gazeta Opolska" wydawany przez PolskaTimes, a będąc dziennikarzem „Tygodnika Kibica” służyłem również pomocą i dzieląc się wiedzą w zakresie futbolu, głównie niemieckiego dla TVP, redakcji sportowej (Dariusz Szpakowski), Canal+ , sportu katowickiego oraz szeregu innych mediów.

Z Danutą Jazłowiecką, posłanką do Parlamentu Europejskiego, gdzie od 2009 roku reprezentuje województwo opolskie, rozmawia www.job-profi.pl

 

25 procent polskiego eksportu wysyłane jest co roku do Niemiec, odbiorcami sporej jego części są też Austria i Luksemburg. Nie jest zatem źle, ale czy Pani zdaniem statystyki te można jeszcze poprawić, zacieśniając współpracę gospodarczą Polski z państwami niemieckojęzycznymi, których rynki są niezwykle chłonne?

Fakty mówią same za siebie. Dlatego należy uczynić wszystko, by zwiększyć współpracę gospodarczą i polityczną Polski z państwami niemieckojęzycznymi. Wyjątkowo duże i wieloletnie doświadczenie w tej materii ma województwo opolskie, gdzie wielu ludzi, zwłaszcza młodych, zna język niemiecki i od lat wyjeżdża do Niemiec czy Austrii w celach zarobkowych bądź towarzyskich. Dzięki temu na przestrzeni czasu zrodziło się tutaj mnóstwo elementów, które nas z sobą łączą, a które należy pielęgnować i rozwijać. Nie jest też przypadkiem, że właśnie w regionie opolskim ze względu na doświadczenie niemieckie zakładane są dualne wyższe szkoły. Jest to kolejny element na drodze zacieśniania istniejącej współpracy w celu jeszcze większego wydobycia drzemiącego na Opolszczyźnie potencjału.

 

W przypadku województwa opolskiego to już się dzieje od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to wielu mieszkańców tego regionu wyjeżdżało do pracy nad Ren. Zarabiali tam nie tylko większe pieniądze, ale zdobywali też doświadczenie zawodowe i poznawali nowe technologie, myślenie, organizację pracy, a następnie przeszczepiali to tu na miejscu.

Zgadza się, ba, pamiętam, jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych zachwycałam się pracą kafelkarzy, którzy mieli doświadczenia niemieckie. Oni zupełnie inaczej pracowali, lepszy był też efekt ich wysiłku, ale podobnie rzecz się miała z reprezentantami innych zawodów, jak choćby dekarzy, którzy mieli możliwość skosztowania pracy na Zachodzie. Dzięki temu region opolski zyskiwał ogromne bogactwo,

co jest kolejnym dowodem na to, że współpraca na linii Polska, region opolski – Niemcy, Austria czy Luksemburg powinna kwitnąć. Jednak w pierwszej kolejności powinniśmy być kooperantami, partnerami Niemców bądź Austriaków, by się od nich uczyć, ale jednocześnie przygotowywać się do samodzielności. Warto też, by nasze firmy nie koncentrowały całej swojej uwagi tylko na rynku Unii Europejskiej, ale zaczęły skupiać się na rynkach całego świata.

b2ap3_thumbnail_IMG_3017.JPG

Podobnie jak Niemcy?

Dokładnie tak. Jeszcze nie tak dawno czytałem strategię na przyszłość Niemiec, w której kanclerz Angela Merkel bardzo mocno podkreślała, że ma świadomość, że UE nasycona jest produkcją i usługami niemieckimi i z tego powodu chce skoncentrować się na tym, aby niemieckie produkty „wyszły” poza Unię, a tym rynkiem szczególnie ważnym, wręcz docelowym dla RFN mają być Chiny. Jestem przekonana, że Niemcom ten plan się powiedzie, ponieważ wśród Chińczyków bardzo szybko rośnie grupa milionerów, która jest zainteresowana produkcją i usługami najwyższej jakości. A zatem niemiecka oferta będzie dla nich bardzo interesująca, tym bardziej że Chińczyków nie stać jeszcze na luksusową produkcję własną. Nadarza się wiec znakomity czas na to, by UE z impetem „uderzyła” na ten rynek i polscy producenci również.

 

Co Pani zdaniem powinni uczynić polscy politycy, i to nie tylko ci na najwyższym szczeblu w Warszawie, by współpraca Polski z krajami niemieckojęzycznymi jeszcze bardziej nabrała tempa, była po prostu owocniejsza niż obecnie?

Polsce w głównej mierze potrzebne są sprawne instytucje okołobiznesowe funkcjonujące i pracujące na wzór modelu niemieckiego, którym jestem zachwycona! Nad Renem z jednej strony przedsiębiorcy mają obowiązek członkostwa w takich izbach, ale z drugiej jest to dla nich duży plus. Instytucje te gwarantują bowiem przedsiębiorcom całą gamę usług, od prawnych po doradcze, które wskazują im, jak mają się dalej rozwijać. Jest to znakomity pomysł, bo dzisiaj przedsiębiorcy nie mają tak dużo czasu, by orientować się, co gdzie na świecie się dzieje, i wręcz muszą mieć grupę doradców, którzy podpowiedzą im, co mają dalej czynić. To, co dzisiaj dany producent produkuje, może być np. bardzo zbieżne z odpowiednią produkcją w innym miejscu Europy i nie tylko i wtedy warto spróbować zdywersyfikować to, co się robi, by w ten sposób nie tylko zapewnić bezpieczeństwo swojej firmie, ale i zwiększyć jej możliwości. Niestety wiele naszych instytucji okołobiznesowych w swojej palecie usług nie ma takich rozwiązań, które pod koniec lat dziewięćdziesiątych obserwowałam także w Portugalii.

 

Jakie to były rozwiązania?

Portugalska izba gospodarcza, o której myślę, przygotowywała wówczas swoim członkom krótką informację (dla każdego sektora osobno) na temat tego, co się dzieje w nowych technologiach i innowacjach na świecie. Mało tego, każdy członek tej izby mógł wysłać zapytanie, żeby przekazano mu notkę na temat konkretnego projektu – i otrzymywał ją, a jednocześnie przesyłano mu informacje, że jeżeli chce być uczestnikiem projektu innowacyjnego albo nowych technologii, to musi płacić o tyle i tyle większą składkę. I przedsiębiorcom się ten pomysł podobał, wielu z nich płaciło więcej, bo za to mieli gwarancję otrzymywania takich informacji. Wydaje mi się, że jest to znakomita idea i tak długo, jak długo nie będziemy mieli usług doradczych na takim poziomie dla naszych firm, tak długo trudno nam będzie o konkurencyjność wobec najlepszych w UE.

 

Taki model musi więc zostać zaadaptowany w Polsce.

Absolutnie, tym bardziej że wbrew pozorom nie jest to zadanie trudne, a konieczne! Jeśli bowiem tego nie uczynimy, to nasze firmy będą się rozwijały i eksportowały tylko do pewnego stopnia, a przez to nie będą wśród firm z krajów członkowskich UE należeć do liderów, którzy przecież gros swoich produktów kierują również poza strefę euro. W 2012 roku byłam na szczycie UE – Chiny i tam Chińczykom zadano pytanie, czego oczekują od UE i jakim ona jest dla nich partnerem. Chińczycy na to pytanie odpowiedzieli krótko: nas nie interesuje UE, lecz najmocniejsi partnerzy w UE! Wniosek? Musimy być tym najmocniejszym partnerem. Dzisiaj cały świat gospodarczy patrzy na UE przez pryzmat kryzysu w strefie euro, przez co Polska wciąż jeszcze mieści się w strefie zainteresowania świata gospodarczego, bo niemal suchą nogą przeszła przez kryzys i przez wszystkie te lata odnotowywała wzrost gospodarczy. Musimy jednak pamiętać o tym, że już niebawem kraje strefy euro, które dzisiaj jeszcze borykają się z problemami i mają gorsze dane od Polski, zaczną wychodzić z kryzysu gospodarczego, i to dynamicznie!

b2ap3_thumbnail_IMG_2972.JPG

 

Wspomniała Pani o tym, że kraje strefy euro zaczną wychodzić z kryzysu gospodarczego i staną się poważną konkurencją. Co zatem Polska, region opolski powinny uczynić w najbliższych 5–10 latach, by nie dać się doścignąć? Może ratunkiem jest to, o czym rozmawialiśmy wcześniej – jeszcze większe wykorzystanie potęgi drzemiącej na rynkach gospodarczych państw niemieckojęzycznych?

To jest recepta, ale żeby ją zrealizować, musimy zdynamizować współpracę z najlepszymi. Nie ma innego wyjścia, ale nie jest to też takie proste, bo nagle z dnia na dzień polski przedsiębiorca nie stanie się partnerem dla bardzo dużej firmy np. w Niemczech. W tym celu musi nastąpić prawdziwa integracja pomiędzy różnymi instytucjami obsługującymi biznes, co jest szalenie ważne. Pamiętam, jak w 1997 roku przygotowywałam raport dotyczący współpracy polsko-niemieckiej, konkretnie województwa opolskiego z Nadrenią-Palatynatem, i byłam bardzo podbudowana faktem, że na początku lat dziewięćdziesiątych izby rzemieślnicze i gospodarcze z woj. opolskiego tak blisko współpracowały z izbami gospodarczymi z Niemiec, biorąc stamtąd dziesiątki fantastycznych wzorców, co następnie w tamtym okresie przekuwało się w fantastyczny rozwój tego regionu.

 

Czy to, co dzisiaj obserwujemy, możemy nazwać stagnacją na polu współpracy województwa opolskiego z Niemcami?

Stagancja to może za duże słowo, ale w pewnym stopniu temperatura współpracy spadła. I nie dotyczy to tylko instytucji obsługujących biznes, ale też instytucji naukowych czy samorządów. Te ostatnie koncentrują się obecnie na współpracy dotyczącej polityki społecznej, poprzez pokazywanie i budowanie tego partnerstwa na naszych obywatelach. Owszem, to jest bardzo ważne, ale musimy to partnerstwo tworzyć też na biznesie, co jest piekielnie ważne, a niestety w Polsce robi się w tym zakresie mniej, niż powinno, i przez to wiele tracimy, w tym zdolnych ludzi. Przykład? Znam chłopaka, który pochodzi z woj. opolskiego, studiuje we Wrocławiu i wyjeżdża do Niemiec, gdzie podczas wakacji odbywa staż w prestiżowej firmie. Po pierwszym bardzo udanym wyjeździe, kiedy wrócił do Polski, wszyscy z jego otoczenia byli przekonani, że jego celem po skończeniu studiów jest wyjazd tam do pracy. On jednak wyznał mi, że nie ma takich zamiarów i po zakończeniu edukacji najpierw będzie szukał pracy na Opolszczyźnie, a jak się nie uda, to spróbuje we Wrocławiu, a ostatecznością, jak stwierdził, będzie wyjazd do firmy, w której odbywał staż. Mimo że władze tego przedsiębiorstwa już dzisiaj namawiają go, by nie kończył studiów, tylko już zaczął dla nich pracować, gwarantując mu, że zrobi u nich wielką karierę! Takich osób wywodzących się z regionu opolskiego jest bardzo wiele i to jest nasz największy potencjał, który trzeba odpowiednio zagospodarować. Musimy dać tym ludziom możliwości rozwoju tu na miejscu, dla dobra nas wszystkich, bo inaczej wszyscy tracimy.

Jakie powinny być polskie priorytety w sprawie bezpieczeństwa energetycznego i wspólnej polityki energetycznej UE? Czy Polska powinna iść w kierunku dalszego zaostrzenia prawa ochrony środowiska, bez względu na koszty, jakie poniosą państwa i przedsiębiorcy?

Jakiś czas temu byłam w Japonii na programie dotyczącym rozwoju gospodarczego. Japończycy przez sześć tygodni uczyli mnie, w jaki sposób oni rozwijają swój kraj, który – jak wiemy – jest położony w miejscu niełatwym do opanowania. Jednocześnie włączyli mnie do uczestniczenia w grze symulacyjnej, która polegała na tym, że wyspa, która miała cztery regiony, często była nawiedzana kataklizmami ekologicznymi i trzeba było dla niej zaprojektować 20-letni plan rozwoju. Japoński profesor, który dowodził doświadczeniem, postawił mnie na czele rządu tej wyspy, a mój polski kolega z administracji rządowej został szefem regionów. Szef rządu miał dwóch ministrów, środowiska i gospodarki, i tylko im mógł przekazywać pieniądze na projekty, które miały zapewnić rozwój gospodarczy tej wyspy na dwie dekady. Stwierdziłam wtedy, że chciałabym, aby mój kraj w ciągu tych 20 lat rozwinął się na poziomie 8 procent! Profesor mnie wyśmiał, ale ja jednak robiłam swoje, przekazując pieniądze na rozwój wspomnianym dwóm ministerstwom, z tym, że większą sumę kierowałam do ministerstwa środowiska. Proszę sobie wyobrazić, że po 10 latach mieliśmy wzrost gospodarczy na poziomie 6,5 procent. Profesor był zdumiony, zaczął analizować te wyniki i powiedział, że pierwszy raz w życiu spotkał się z kimś z Europy, kto więcej pieniędzy postawił na ekologię, a nie na gospodarkę. Potem co prawda zrobiliśmy korektę i ostatecznie po planowanym 20-letnim rozwoju wyspy wyszedł nam wynik 6-procentowego wzrostu gospodarczego, co i tak bardzo pozytywnie zaskoczyło japońskiego profesora.

b2ap3_thumbnail_IMG_3030.JPG

 

A zatem błędne jest myślenie, że jeśli na ekologię wydajemy mało pieniędzy, a więcej na gospodarkę, to będziemy się szybciej rozwijać?

Wbrew pozorom jest wręcz przeciwnie, a racjonalne inwestowanie w ekologię przynosi zyski każdej niemalże firmie. Trzeba to jednak bardzo mądrze przeanalizować, ile potrzeba środków na inwestycje ekologiczne, by rozwój firmy nadal był dynamiczny i osiągała ona efekt ekonomiczny. W Polsce jednak, żeby tak się stało, a firmy racjonalnie inwestowały w ekologię, potrzebują zaangażowania się w ten proces instytucji okołobiznesowych, które winny świadczyć takie usługi przedsiębiorcom, szczególnie małym i średnim. Jeśli tak się nie stanie, to firmy te nie będą umiały z czegoś takiego skorzystać i cały kraj przestanie się szybko rozwijać. Ba... przyjdzie taki moment, że wyhamujemy nasz rozwój, a każde wyhamowanie oznacza dzisiaj opóźnienie, wręcz cofanie się.

 

Kiedy i na jakich warunkach Polska powinna przystąpić do unii walutowej i przyjąć euro?

W 2004 roku, podpisując traktat, zobowiązaliśmy się, że wejdziemy do strefy euro, i tak musi się stać, bo cały świat patrzy na Europę właśnie przez pryzmat strefy euro i to te kraje, które do niej należą, tak naprawdę są najpoważniejszymi partnerami gospodarczymi dla innych państw na świecie. Owszem, Polska wciąż jeszcze liczy się jako partner gospodarczy, bo jest dużym krajem i dobrze sobie radzi, ale za chwilę może się to zmienić, gdyż gospodarka w strefie euro nabiera tempa i widoczna jest poprawa wyników gospodarczych. A zatem najprawdopodobniej w ciągu kilku najbliższych lat strefa euro będzie zdrowa i wówczas Polska powinna do niej przystąpić.

Ale dzisiaj, kiedy jest jeszcze duża różnica między poszczególnymi państwami w radzeniu sobie z kryzysem, bycie poza strefą euro jest dobrodziejstwem.

Owszem, ale tak będzie tylko do czasu i jeśli pozostaniemy poza strefą euro dłużej, staniemy się słabi, a nasi przedsiębiorcy na wszystkich tych przelicznikach walutowych będą tracić. Tak być nie może, bo kto buduje potencjał gospodarczy kraju? Przedsiębiorcy!

 

– Ile w tej sytuacji potrzebujemy lat na to, by wejść w strefy euro?

Nie sądzę, że stanie się to w najbliższych pięciu latach, ale może nastąpić miła niespodzianka, bo funduszy europejskich mamy bardzo dużo i jeśli będziemy je mądrze i efektywnie wykorzystywać, to one mogą przyspieszyć ten proces. Musimy jednak pamiętać o tym, że dwa lata musimy czekać na przyjęcie do strefy euro i na tej podstawie sądzę, że przyjęcie nas do strefy euro nastąpi gdzieś między rokiem 2018 a 2020.

 

Krzysztof Świerc

 

 

Ciekawe? Podziel się!!!
JOB-PROFI.pl Copyright ©2013 Wszelkie prawa zastrzeżone.

Pliki cookies / prywatność

EU e-Privacy Directive

Na swoich stronach wykorzystujemy pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij link poniżej.

Zobacz nasza politykę prywatności

Zablokowano ciasteczka. Niniejsza decyzja może być zmieniona.

Wyrażono zgodę na wykorzystywanie cookies. Decyzja może być zmieniona.